Archiwum styczeń 2006


sty 29 2006 Milcząc, przeraźliwie krzyczę szukając...
Komentarze: 6

Lubię kiedy jest przy mnie ktoś bliski, kto może przytulić, pocieszyć, zetrzeć płynącą z wolna po policzku łzę. Bez żadnego spięcia i zdenerwowania możemy tak siedzieć, milcząc jak zaklęci, jak królewna i królewicz, czekający na swoich ukochanych. Bo wierzę w przyjaźń damsko-męską, sama jej doświadczam. Mieć przyjaciela, to szczęście jakie mi podarował los. I cieszę się. Tak naprawdę.

 

A jutro znowu się zacznie. Trzeba wtopić się w wyścig szczurów i podążać za nim lub z nim, chociażby bardzo Ci się nie chciało. Bo wtedy Cię zdeptają. I już nie ma ratunku, bo raczej nikt nie cofnie się i nie poda pomocnej ręki. Tam wszyscy kierują się zasadą: umiesz liczyć, licz na siebie. Aż mnie mdli. Chociaż przyznaję, z ręką na sercu – jest w tym cząstka prawdy.

 

*

 

Tragedia w Katowicach to straszna wiadomość, która obleciała w jednej sekundzie całą Polskę. Ja tylko schylam pokornie głowę i przyczepię do bluzki jutro czarną wstążeczkę na znak żałoby narodowej.

Każdy z nas może pomóc poszkodowanym w tej tragedii. Wystarczy wysłać SMS-a na numer 72720 o treści KATOWICE. Ja wysłałam, czy Wy to zrobicie zależy jedynie od Was samych.

 

*

 

I wybaczcie, że nie odwiedzałam blogów.. Po prostu cieszyłam się feriami.. bez dostępu do komputera. Było wspaniale..

Wielka Buźka

 

black.rainbow : :
sty 18 2006 Bo rzeczywiscie uwierzyłam.
Komentarze: 14

Ciągle próbuję dogonić szczęście. I ciągle mi się to nie udaje. Niekiedy braknie mi tchu, podczas tego szaleńczego biegu. Ale wytrzymam. I w końcu uda mi się dobiec. Na pewno.

*

"It has been said that something as small as the flutter of a buterfly's wing can ultimately cause a typhoon halfway around the world" - Chaos Theory

*

Do napisania. Za niedługo. Buźka.

black.rainbow : :
sty 17 2006 Niektórzy dumnie, niektórzy dumnie, niektórzy...
Komentarze: 5

‘Ostatni spadnie, ostatni spadnie,

ostatni spadnie pierwszy z nich

Czerniejąc w locie po koronę

Po nim zostanie, po nim zostanie

Biel tłumu, głos stłumiony’

 

*

Czasami miło być nieobecną. Idziesz przez tłum wielkich ludzi, z rozmazanymi twarzami, śpieszącymi do nikąd. Ich atrybuty – zegarki, jakby małe wehikuły czasu przenoszą ich z miejsca na miejsce, w szaleńczym tempie. A słychać tylko nerwowe mruganie, dokładnie co sekundę. (Kiedyś weź stoper i sam się przekonaj.) I gdy tak idziesz, pod prąd, z obolałym ramieniem, bo nieustannie ktoś Cię potrąca, jesteś jak małe dziecko. Ostrożnie, kroczysz, jakby podczas wichury, kiedy wiatr wieje prosto w oczy, ale nie.. to ludzie napierają.. Czasami nadepną. Czasami..

Nie krzycz, bo to nic nie da. Pogorszy jedynie sprawę, po co masz stracić głos.

I w końcu, kiedy myślisz, że już nie wytrzymasz, że się poddajesz, już masz ochotę przestać się siłować, nagle... wszystko znika. Stoisz na czarnej scenie, pośród mrocznych rekwizytów, kiedy światło pada prosto na Ciebie. Z przerażeniem rozglądasz się po nieistniejącej widowni, szukając ratunku, a w odwecie słyszysz tylko kpiący śmiech. Nie ma suflera, nie ma nic. Zdany na własne siły, robisz z siebie pośmiewisko, nienarodzone nawet pomrukiem braw.

Tak bardzo chciałbyś być nieobecny…

Kiedy jesteś w tłumie, nikt nie zwraca na Ciebie uwagi.

Kiedy jednak występujesz na scenie, tylko na Ciebie pada wzrok wszystkich obecnych.

 

Więc co wybierasz?

 

black.rainbow : :
sty 15 2006 'Bo w moich obrazach jest dusza ma..'
Komentarze: 8

Zaczynam ten piękny i beztroski czas zwany feriami. Po feriach spodziewam się również ważnego wydarzenia, myślę, ze nie tylko dla mnie ale także dla moich bliskich. Ale wszystko w swoim czasie. Nie mam konkretnych pomysłów, na ciekawe spędzenie tego wolnego czasu. Chciałabym pojechać w góry, ale to nie przejdzie, bo to nie ode mnie zależy, nawet w tym najmniejszym stopniu. A szkoda.

Kocham góry. Jak byłam mała (no, może średnia:)) całe dwa miesiące wakacji spędziłam w Karpaczu. Tam poznałam pewnego Pana, nie pamiętam jak miał na imię w każdym razie, ja nazywałam go Panem Malarzem. Bo malował. Pięknie malował. Ja, wówczas z moimi dziecinnymi rysunkami w maleńkim rysowniku, nie dorastałam mu do pięt. Teraz zresztą też nie. To On nauczył mnie jak trzymać ołówek, pędzel, jak cieniować, jak nakładać barwy, ale przede wszystkim nauczył mnie widzieć. Nie patrzeć ale widzieć. Zrozumiałam, że jest między tymi dwoma, niby nic nie różniącymi się słowami, ogromna przepaść. Tak się zaczęło. Z tego względu, że mieszkaliśmy z rodzicami u rodziny, a Pan Malarz mieszkał po sąsiedzku, nie miałam żadnych kłopotów, żeby chodzić do Niego na tak zwane lekcje. Lekcje rysunku. Nie miałam pojęcia, jak się mojemu Nauczycielowi odwdzięczyć, więc swój pierwszy, ‘dorosły’ obraz podarowałam właśnie Jemu. Chciałabym Go kiedyś odwiedzić.

 

 Może jeszcze zdążę. W każdym razie bardzo bym chciała.

 

Wczoraj cały wieczór, z przerwą na herbatę spędziłam na parapecie mojego okna. Czasami mam wrażenie, że to jedyne miejsce, w którym czuję się naprawdę bezpiecznie.

 

Buźka.

 

black.rainbow : :
sty 11 2006 Chyba oszalałam.
Komentarze: 10

Cała sie trzęsę.

Oczy nie potrafią zatrzymać się w jednym punkcie. 

Nie mogę utrzymać szklanki.

Kolana sie pode mna uginają.

Czuję strach.

Tak jakby jutro miało wydarzyc sie cos wstrzasajacego.

Pomocy..

black.rainbow : :